"Cuda i łaski Boże": Nie zawiodłam się

Nie zawiodłam się

Choć była bardzo chora nie traciła nadziei. Swoim zaufaniem dodawała otuchy innym. 21-letnia Aleksandra Bargieła wyznaje, że przez cały czas wierzyła w to, że Pan Bóg nie pozwoli by stała jej się krzywda. O zdrowie modliła się przez wstawiennictwo św. Rity. - Wierzę, że to św. Rita wyprosiła mi łaskę zdrowia - podkreśla.
Wszystko zaczęło się od tego, że przez dwa lata z rzędu w okresie zimowym Aleksandra Bargieła chorowała na zapalenie płuc. Kiedy wyzdrowiała, lekarka skierowała ją do szpitala na bronchofiberoskopię. Badania wykazały guza w płucu.
- Kiedy dowiedziałam się o tym bardzo płakałam. Miałam moment zwątpienia, kiedy myślałam, że Pan Bóg nie istnieje, bo gdyby istniał to nie zrobiły mi tego. Moi rodzice, którzy są głęboko wierzący pocieszali, że będzie dobrze - opowiada Lidia Bargieła, mama pani Aleksandry.
Dziewczyna była jednak bardzo silna, nie dawała po sobie poznać, że jest jej ciężko.. - O guzie powiedział mi lekarz. Ja jednak nie dopuszczałam do siebie myśli, że może być źle. Wyobrażałam sobie, że go wytną i będzie dobrze - mówi Aleksandra Bargieła. - Kiedy miałam 16 lat też poważnie chorowałam. Miałam autoimmunologiczne zapalenie wątroby, mogło dojść do marskości. Mogło być źle, a wyzdrowiałam. Wierzyłam w to, że Pan Bóg nie pozwoli zrobić mi krzywdy także teraz. Modliłam się za wstawiennictwem św. Rity - dodaje.

"Niech wycinają"

Wspominając tamte chwile Lidia Bargieła opowiada: - Kiedy lekarz wygadał się przy córce, że ma guza Ola się rozpłakała. Lekarz powiedział jej wtedy, żeby nie płakała; przekonywał, że będzie dobrze. Powiedział, że będą robić co w ich mocy, żeby nie wycinać płuca. Nie zapomnę takiego momentu: szłyśmy po korytarzu z córką i profesor, na którego oddziale córka leżała, spytał czy rozmawiałam z lekarzem prowadzącym i wiem, że trzeba będzie wyciąć płuco? Kiedy profesor odszedł, Ola zapytała mnie czy da się żyć z jednym płucem. Odpowiedziałam, że tak. Na to córka zdecydowanie odrzekła "No to niech wycinają" - opowiada Lidia Bargieła.
W pani Aleksandrze wciąż tkwiło przekonanie, że Pan Bóg chce dobrze, że nie na darmo zsyła na nich cierpienie. Że z tego cierpienia musi wyniknąć jakieś dobro.

Pomogła modlitwa

Na początku marca lekarze stwierdzili guza w płucu, a już na 14 marca pani Aleksandra miała skierowanie do kliniki. Ponieważ lekarze widzieli jak bardzo zaawansowana jest choroba, szybko ustalili termin operacji, która odbyła się pod koniec marca. W czasie operacji lekarze wycięli jej dolny płat lewego płuca.
Okazało się, że w płucu był guz, ale nie było komórek nowotworowych. Węzły chłonne były powiększone, ale nie było zmian nowotworowych. Guz był umiejscowiony w jednym miejscu, więc był łatwy do wycięcia. Od tego czasu minął rok. Pani Aleksandra czuje się dobrze i po urlopie dziekańskim wraca na studia.
Zarówno matka jak i córka są przekonane, że w odzyskaniu zdrowia pomogła im św. Rita. - Po czasie buntu przyszedł czas na modlitwę. Z całą mocą zaczęłam się modlić za wstawiennictwem św. Rity, patronki spraw beznadziejnych i trudnych. Całą swoją nadzieję złożyłam w Bogu. Napisałam list do księdza proboszcza z Nowego Sącza z prośbą o modlitwę. Nie zawiodłam się - mówi Lidia Bargieła.

Na pytanie co robić kiedy dzieje się nam coś złego Aleksandra Bargieła odpowiada niemal bez zastanowienia: - Modlić się i wierzyć, że będzie dobrze. Ja dużo się modliłam i myślę, że przez to miałam nadzieję. Ta modlitwa dodawała mi otuchy. Zaufałam i dziś jestem zdrowa. Często modlę się za wstawiennictwem św. Rity, zwłaszcza w czasie sesji i zawsze jest dobrze - śmieje się studentka.

Małgorzata Pabis/