G. Polak, Niesamowita święta Rita

W historii Kościoła znane są liczna przypadki zwłok świętych zachowanych w stanie niemal doskonałym. Świętą Ritę spośród nich wyróżnia jeden szczegół: po dziś dzień na jej czole widnieje stygmat.

Została świętą do spraw beznadziejnych, bo wiele takich sytuacji potoczyło się szczęśliwie w jej życiu dzięki zaufaniu Bożej Opatrzności i zdolności przebaczenia. Rita Lotti od małego pragnęła pójść do klasztoru, jednak aby nie sprzeciwiać się woli rodziców, wyszła za mąż za Paolo Manciniego.

Jej małżeństwo było pełne cierpień. Mąż Paolo Mancini rzadko gościł w domu, prowadził życie awanturnicze, należał do stronnictwa antypapieskiego. Rita nie skarżyła się ani słowem. Po urodzeniu bliźniaków: Giacomo Antoniego i Paolo Marii, w Mancinim rozpoczęła się duchowa przemiana.

Kiedy chłopcy podrośli, ich ojciec został zasztyletowany, prawdopodobnie za dawne przewinienia. Rita przebaczyła mordercom, natomiast synowie, zgodnie z obowiązującym włoskim prawem zemsty rodowej - wendety - chcieli go pomścić.

Najpierw pojednanie

Ich matka błagała Boga, żeby tego nie robili, że niech lepiej zejdą z tego świata, niż by mieli dokonać zbrodni stojącej na przeszkodzie ich zbawienia. I tak się stało! Wkrótce obaj synowie zmarli na nieznaną chorobę zakaźną.

Rita zakołatała potem do klasztoru augustianek eremitek w Cascia. Zrazu ją odprawiono, tłumacząc, że nie jest to miejsce dla wdów. Zakonnicom chodziło jednak o coś więcej: w klasztorze przebywały siostry z rodziny zabójcy jej męża. Eremitki obawiały się, że z powodu tej bolesnej sprawy, dojdzie w klasztorze do konfrontacji, a może nawet zemsty.

Kiedy Rita doprowadziła oba rody do pojednania, w wieku 36 lat została przyjęta do klasztoru. Odtąd, jak powiedział o niej święty Jan Paweł II, jako córka duchowa świętego Augustyna wprowadzała w czyn jego pouczenia, choć nigdy nie czytała jego książek.

Ugodzona cierniem

W zakonie Rita z wielkim poświęceniem opiekowała się chorymi i ubogimi. Błagała Boga, by mogła odczuć ból przynajmniej jednego z cierni Jego korony. W czasie rekolekcji pewnego franciszkanina Bóg jej wysłuchał - jeden z gipsowych cierni wielkiego krucyfiksu oderwał się i ugodził ją w czoło. Ból był tak straszny, że zakonnica straciła przytomność.

Nazajutrz rana powiększyła się i zaczęła wydzielać nieprzyjemną woń. Nie goiła się, a odpychający zapach pozostawał. Przeorysza ze względu na pozostałe siostry przeznaczyła więc Ricie celę w głębi korytarza i wydała polecenie, aby posiłki spożywała osobno.

Moc cudów

Po śmierci Rity jej cela napełniła się światłem i przyjemnym, słodkawym zapachem. Zaraz potem zaczęły się mnożyć cuda za jej wstawiennictwem.

Pierwsza została uzdrowiona jej krewna, która pochyliła się, aby pocałować zmarłą. Zaraz potem odzyskał władzę w ręce cieśla Cicca Barbara, modlący się przy jej śmiertelnym łożu. Obiecał, że jeśli zostanie przywrócona mu władza w rękach zesztywniałych wskutek artretyzmu, z wdzięczności wykona trumną dla zmarłej. Tak też się stało. Dzięki długości trumny, liczącej 158 cm wiemy, że święta augustianka była osobą niską.

Te łaski od grodu świętej Rity płyną nieprzerwanym strumieniem do dziś, o czym świadczą liczne publikacje.

Jakby niedawno umarła...

Na początku ciało Rity złożono w zwykłej trumnie z jodły. Dziesięć lat później przeniesiono je do "uroczystej trumny", z namalowanym wizerunkiem świętej.

W 1626 roku, po rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego, otwarto drewniany sarkofag, w którym spoczywało nietknięte ciało Rity. Znaleziono przy nim 216 wotów, czyli dowodów wdzięczności za otrzymane łaski.

Trumnę świętej z Cascia otwierano także w 1636 i 1703 roku. Za każdym razem stwierdzano, że jej zwłoki pozostały w nienaruszonym stanie. "Ciało Sługi Bożej siostry Rity jest zachowane w całości, białe, nienaruszone i nieskalane, jakby niedawno umarła, gdy tymczasem minęło prawie 180 lat od dnia śmierci tejże Błogosławionej" - czytamy w raporcie z 1636 roku. Zdumiewający jest fakt, że taki sam stan zaobserwowano w 1703 roku, po straszliwym trzęsieniu ziemi, które zniszczyło Cascia.

Szklana trumna

W 1745 roku ciało świętej Rity, na polecenie wicekróla Neapolu, umieszczono w szklanej, przeźroczystej trumnie. Było to jego wotum za otrzymanie potomstwa za wstawiennictwem Świętej.

Do dziś szklana trumna z ciałem augustianki eksponowana jest na poczesnym miejscu w przepięknej bazylice świętej Rity w Cascia. Niektórzy widzieli świętą w różnych pozycjach, a jeszcze innym dane było zaobserwować jak jej oczy otwierały się i zamykały.

Ekspert od cierpienia

Z okazji Roku Jubileuszowego święta Rita przybyła do Wiecznego Miasta w szklanej trumnie 20 maja 2000 roku. Wobec tłumu wiernych wypełniających plac świętego Piotra, Jan Paweł II w porywającej homilii powiedział: "Śmiertelne szczątki św. Rity, które dziś tu czcimy, są znamiennym znakiem, czego może dokonać Pan w ludzkiej historii, kiedy napotyka pokorne serca otwarte na Jego miłość. Oto widzimy kruche ciało kobiety niewielkiej wzrostem, lecz wielkiej świętością; kobiety, która żyła w pokorze, lecz której heroiczne życie jako żony, matki, wdowy i zakonnicy jest dziś znane na całym świecie. Głęboko zakorzeniona w miłości Chrystusa, Rita znalazła w swej wierze niezachwianą moc, dzięki której w każdej sytuacji była kobietą pokoju (...) żyjąc duchowością św. Augustyna, Rita stała się uczennicą Ukrzyżowanego i "ekspertem od cierpienia"; nauczyła się rozumieć bóle ludzkiego serca. Dlatego też stała się orędowniczką ubogich i zrozpaczonych, uzyskując niezliczone łaski pociechy i umocnienia dla tych, którzy wzywają ją w różnorakich sytuacjach".

Za: Tajemnice Wiary, tom I, Edipresse-Kolekcje Sp. z o.o., Warszawa 2015, s. 18-19.

Z ziemi włoskiej do Polski

O kulcie św. Rity na Półwyspie Apenińskim krążą legendy. Ale patronka wzywana w sprawach trudnych i beznadziejnych staje się coraz bardziej znana także w naszym kraju. Przykładem jest mała parafia Czarna koło Ustrzyk, gdzie na comiesięczne nabożeństwo przyjeżdża bardzo dużo ludzi.

Z okna plebanii jak na dłoni widać asfaltową wąską drogę prowadzącą wprost do stojącego u podnóża górki kościoła. Za dwie i pół godziny ma się rozpocząć Msza św., Różaniec i 27. nabożeństwo do św. Rity. Co miesiąc prowadzi je inny kapłan, którego zaprasza proboszcz. Aż się nie chce wierzyć, że niezbyt duży drewniany kościółek w parafii liczącej ok. 1700 osób, między Ustrzykami Dolnymi a Górnymi, będzie za chwilę pękał w szwach. W sceptycyzmie utwierdza fakt, że od rana mocno pada i nie zapowiada się, żeby miało przestać. Tymczasem już kilka minut przed godz. 15 do kościoła zaglądają pierwsze osoby. Gdy pojawia się coraz więcej aut, zaglądam na parking i sprawdzam rejestracje. Są bliższe okolice - jak Brzozów czy Sanok. I nieco dalsze: Jarosław, Przemyśl. W oczy rzuca się Tarnów i Dębica. Ludzie przyjechali tu za włoską świętą, która do bieszczadzkiej parafii trafiła przez Kraków z powodu... nowotworowej choroby proboszcza.

Święta od pojednania

O godz. 17 punktualnie rozpoczyna się Różaniec. W kościele nie ma już za dużo miejsc stojących, o siedzących nie ma nawet mowy. Obok ołtarza w prezbiterium stoją relikwie św. Rity. Nad nim jej portret. Prawie wszyscy ludzie w kościele trzymają w dłoniach czerwone róże. Zostaną one pobłogosławione na koniec nabożeństwa.

Dlaczego święta przedstawiana jest właśnie z tymi kwiatami? Nawiązują one do wydarzenia z jej życia, kiedy to róże zakwitły w zimie. O róże poprosiła umierająca zakonnica, a wcześniej żona i matka Margerita (w zdrobnieniu Rita) Lotti. Urodzona w 1381 r. kobieta wiele w życiu przeszła. Jako dziewczynka była przekonana, że jej drogą życia jest zakon. Jednak w wieku 12 lat rodzice skłonili ją do wyjścia za mąż za człowieka, który okazał się awanturnikiem i rozpustnikiem, brutalnie traktującym żonę. Rita znosiła te upokorzenia, urodziła dwóch synów. Mąż pod jej wpływem powoli się zmieniał. Przed śmiercią przeprosił Ritę, pojednał się z Bogiem i z Kościołem.