Tu wykuwała się świętość

Święta Rita wciąż chodzi po Roccaporenie - krząta się w swym małżeńskim domostwie, zagląda do domu rodziców, regularnie bywa w miejscowym szpitaliku i, rzecz jasna, odwiedza kościół. Nietrudno też spotkać ją w drodze na górującą nad wsią skałę albo już na samym jej szczycie. A wtedy: sza! Za chwilę zjawią się trzej święci, by ją przenieść do klasztoru...

Ritę z Cascii słusznie kojarzymy przede wszystkim z miejscem, z którym nierozerwalnie związał ją katalog świętych. Tam też w pierwszej kolejności kierujemy swe pielgrzymie kroki.  A nawiasem mówiąc, pielgrzymka to niełatwa - wdrapanie się na wysokość sześciuset pięćdziesięciu metrów nad poziom morza przez całe wieki mocno doświadczało mięśnie pielgrzymów, dziś zaś wystawia na próbę nerwy kierowców, którzy muszą się katulać po wąskim i zaniedbanym pasie marnego asfaltu ze średnią prędkością około czterdziestu kilometrów na godzinę (zasnąć na szczęście nie pozwalają tubylcy śmigający po tych umbryjskich drożynach z dezynwolturą wypisaną na odrapanych bokach ich samochodów...).