"Moja" Rita i ... płatki róży

Ze św. Ritą po raz pierwszy zetknęłam się w latach 90. XX stulecia jako studentka filologii polskiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Zaintrygował mnie wówczas tytuł książeczki,jaka wpadła mi "przypadkiem" w ręce: "Rita. Święta od spraw trudnych i beznadziejnych". (...)

Był to czas, kiedy ta Święta nie cieszyła się jeszcze taką popularnością w naszym kraju, jak ma to miejsce obecnie. Nigdy wcześniej nie słyszałam o św. Ricie. Moi znajomi z duszpasterstwa akademickiego też nic o Niej nie wiedzieli. Sytuacja ta oraz fakt, że otrzymywałam wszystko, o co tylko poprosiłam Boga przez wstawiennictwo św. Rity, sprawiły, że zaczęłam krzewić Jej kult wśród znajomych. Rozdawałam obrazki z Jej wizerunkiem, namawiałam innych do podejmowania nowenny do tej właśnie Świętej, opowiadałam o Jej trudnym życiu... Wszystkich, którzy mieli jakiekolwiek problemy, "odsyłałam" do św. Rity. (...)

Święta Rita w sposób szczególny przypomniała mi o sobie w grudniu 2014 roku, kiedy to z wydawnictwa Rosemaria otrzymałam propozycję napisania Jej biogramu... Aż usiadłam z wrażenia... Dlaczego akurat ja mam pisać życiorys Rity, mojej ukochanej Świętej, której tyle zawdzięczam? Czego Ona jeszcze ode mnie chce? Co chce mi powiedzieć przez tę sytuację? Nie potrafiłam odpowiedzieć na te pytania.. Skupiłam się na pracy.

Kiedy kończyłam pisać tekst, wydarzył się nieszczęśliwy wypadek. Moja 96-letnia babcia upadła tak niefortunnie, że już nie wstała o własnych siłach. Najpierw podejrzewano złamanie, ale zdjęcie RTG wykluczyło ten uraz. Stwierdzono więc, że jest to niedowład, bo "w tym wieku to normalne", i że "teraz to już tak będzie". I wszystko wskazywało na to, że rzeczywiście tak jest: babcia miała obie nogi bezwładne i zdawało się, że "przyszedł Jej czas!". Odnalazłam wówczas nowennę do św. Rity w intencji chorych. Nie, absolutnie nie prosiłam o cud uzdrowienia, lecz o to, aby babcia się nie męczyła. Błagałam Ritę o skrócenie jej cierpień i tylko o to! Znalazłam też w nowennie zasuszone płatki róż, poświęcone w Krakowie, na nabożeństwie ku czci św. Rity. Te płatki, zupełnie bezwiednie, przy pomocy plastra opatrunkowego, przykleiłam do nóg babci. Pamiętam, że strasznie płakałam...

Odmawiałam też tę trzydniową nowennę za chorych... Jakież było moje zdumienie, gdy po kilku dniach moja - autentycznie umierająca - babcia usiadła na łóżku, a potem powiedziała, żeby... zaprowadzić ją do łazienki! (...)

Poruszanie się babci trudno nazwać "chodzeniem", ale przy wsparciu drugiej osoby całkiem nieźle przemieszcza się po mieszkaniu. W lewej nodze odzyskała chyba nawet całkowitą władzę, bo staje na niej pewnie! Zaczęła też normalnie jeść i siadać na łóżku.

Przypadek? Nie wierzę w takie "przypadki!". Zresztą w życiu katolika nie ma "przypadków!". Jest jedynie Boża interwencja, często dzięki wstawiennictwu świętych. Myślę, że tak właśnie stało się w przypadku mojej babci. Doskonale wiem, że to, co się wydarzyło w naszym życiu, trzeba przypisać interwencji św. Rity! Tylko Ona mogła w ten sposób zadziałać! To jest właśnie "w Jej stylu". (...)

"Moja" Rito, dziękuję Ci za wszystko łaski i proszę Cię o dalszą opiekę!

Izabela

za: I. Marciniak, W cieniu krzyża. Opowieść o Ricie z Cascii, Wyd. Rosemaria, Poznań 2016.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz