Cuda i łaski za wstawiennictwem św. Rity

1/ styczeń 1986

Drogie Siostry!

Jakiś czas temu okazało się, że nasza dwunastoletnia córka nie jest całkiem zdrowa. Przy okazji badań prześwietlono jej prawą nogę i odkryto cystę kości piszczelowej. Została natychmiast skierowana do leczenia szpitalnego. Szczegółowe badania lekarskie potwierdziły diagnozę. W niedługim czasie przeprowadzono operację, polegającą na oczyszczeniu schorzałego miejsca. Ostatecznie córka została wypisana ze szpitala z zaleceniem okresowej kontroli w przychodni przyszpitalnej. Chociaż po półtoramiesięcznym pobycie w domu prześwietlenie wykazało nieznaczną poprawę w gojeniu się chorego miejsca, następne kontrole wykazały zastój w leczeniu i konieczność operacji chirurgicznej.
W tym czasie córka zupełnie zwątpiła w możliwość wyleczenia, choć co wieczór modliła się o jego szczęśliwe zakończenie. W grudniu odwiedziła swoją siostrę, augustiankę, i prosiła ją o modlitwę. Dostała od sióstr augustianek płatki róży i teksty modlitw do św. Rity. Od tej pory, w tajemnicy przed wszystkimi, gorąco prosiła św. Ritę o wstawiennictwo i opiekę. W miejsce nie gojącej się rany przykładała płatki róży. Nadszedł moment kontroli lekarskiej i zapowiedzianej operacji. Córka była pełna wiary we wstawiennictwo świętej. Po wykonaniu zdjęcia rentgenowskiego okazało się, że niegojący się ubytek kości został w dużej mierze wypełniony. Stwierdzono, że operacja nie jest konieczna. Dalsze kontrole wykazywały systematyczny postęp w gojeniu się nogi. Ostatnie badanie stwierdziło całkowite wyleczenie. Córka mogła uczestniczyć w pielgrzymce na Jasną Górę i ciągle poleca się w swoich modlitwach św. Ricie.

Władysława


2/ styczeń 1996

Zgromadzenie Sióstr Augustianek

Z wielką przyjemnością i z potrzeby serca chciałabym powiadomić szanowne Siostry o wielkich łaskach i pomocy Bożej, uzyskanej dzięki pomocy św. Rity, patronki spraw trudnych i beznadziejnych.
Moje życie jest pełne trudów dnia codziennego. Jestem mężatką, z zawodu pielęgniarką, mam dwóch synów i córeczkę. Mój mąż jest dobrym człowiekiem, ale ma skłonności do alkoholu. Podobnie starszy syn. Nieraz jest mi bardzo ciężko. Dużo się modlę, a siła tych modlitw jest nie do opisania. Litania do św. Rity oraz modlitwa w trudnych sprawach łagodzi ból, uczy przebaczenia, daje siły i pociesza w smutku.
Chciałabym dowiedzieć się czegoś więcej o tej świętej.
Przesyłam serdeczne pozdrowienia i proszę o modlitwę.
Emilia


3/ luty 1996

Szczęść Boże!

Z radością pragnę zawiadomić Zgromadzenie Sióstr Augustianek, że za wstawiennictwem św. Rity Bóg wysłuchał mojej modlitwy o zdrowie dla księdza Andrzeja. Modliła się cała parafia, a ja codziennie odmawiałam Nowennę do św. Rity. Ksiądz Andrzej w końcu wyzdrowiał.
Gdy ks. Andrzej był jeszcze diakonem, pracował w naszej parafii. Zawsze chodził uśmiechnięty i rozmodlony. Bardzo chcieliśmy, by po święceniach został z nami. Bóg nas wysłuchał. Biskup skierował go do naszej parafii. Kilka dni po Mszy prymicyjnej ksiądz poważnie zachorował - był sparaliżowany od pasa w dół. Proboszcz prosił nas o modlitwę. Wszyscy błagaliśmy Boga o pomoc. Ksiądz Andrzej całkowicie wyzdrowiał po dwóch miesiącach. Gdy wyszedł ze szpitala, odprawił pierwszą Mszę św. jeszcze na siedząco. Wszyscy płakali. Bogu niech będą dzięki. Teraz chodzi, biega i uczy nas ufać Bożemu Miłosierdziu.
Za wstawiennictwem św. Rity proszę o łaski dla moich dzieci. Modlę się codziennie i widzę skutki mojej modlitwy. Bóg wysłuchuje naszych próśb za wstawiennictwem swoich świętych.
Przeczytałam gdzieś, żeby zawiadamiać o doznanych łaskach, dlatego piszę. To wszystko wydarzyło się w tym roku. Ksiądz zachorował pod koniec czerwca, a w sierpniu już chodził i mógł odprawiać Mszę św.

Alicja


4/ listopad 1998

Drogie Siostry!

Pragnę podzielić się z Wami szczęściem, które mnie spotkało.
Jakiś czas temu, z powodu choroby, moja mama miała wstawiane endoprotezy. Po operacji okazało się, że jedna noga jest w porządku, natomiast druga bardzo ją boli. Trwało to trzy lata. Patrząc na cierpienie mamy, cierpiałam razem z nią. Kupowałam środki przeciwbólowe i maści rozgrzewające. Noga ponownie spuchła, potrzebna była kolejna operacja. Początkowo mama dobrze się czuła, jednak szybko się okazało, że pojawiła się sepsa całego organizmu. Trwało to trzy miesiące. Lekarze dawali 1% szans na przeżycie. Bardzo rozpaczałam. Wtedy koleżanka podarowała mi książeczkę o św. Ricie. Codziennie rano i wieczorem, z płaczem odmawiałam te modlitwy. Krzyczałam, błagałam, żeby mama wyzdrowiała. Wtedy stał się cud. Po trzech miesiącach mogłam zabrać mamę ze szpitala. Niestety, choroba zostawiła po sobie ślad - trwale uszkodzony słuch.
Wierzę, że skoro św. Rita wysłuchała mojej prośby, to i teraz mnie wysłucha, wierzę, że mama będzie jeszcze słyszeć. Moja koleżanka, która przez ten cały czas podtrzymuje mnie na duchu, ciągle powtarza: módl się, modlitwa cię uzdrowi. I ma rację.
Moja kochane Siostry, chciałam Wam opowiedzieć o moim szczęściu i nieszczęściu. Cieszę się, że mogę się modlić do mojej kochanej św. Rity i mieć nadzieję.

Pozdrawiam serdecznie
Karolina


5/ czerwiec 1999

Kochane Siostry!

Dzięki nieustannym modlitwom do św. Rity, patronki spraw trudnych i beznadziejnych, moje prośby zostały wysłuchane.
Ojciec, który po zawale trafił do szpitala w stanie ciężkim, powrócił do zdrowia i obecnie czuje się dobrze. Młodsza córka dostała się do szkoły średniej mimo wcześniejszych kłopotów. Starsza córka, chociaż jest dobrą uczennicą, miała w szkole poważne problemy z językiem niemieckim. Mimo to bez problemów uzyskała ocenę pozytywną. Pragnę podziękować św. Ricie za pomoc w rozwiązaniu wymienionych spraw. Uważam, że tylko dzięki jej pomocy zakończyły się pomyślnie.

Beata ze Szczecina

6/ styczeń 2002

Święta Rito!

Na ręce Sióstr Augustianek pragnę złożyć świadectwo i dziękczynienie za ogrom łask Bożych, których mogłam doznać dzięki Twojemu wstawiennictwu u Pana Boga.
Przed Świętami Bożego Narodzenia zaczęłam chorować. Oprócz zapalenia oskrzeli na mojej twarzy pojawiły się zmiany alergiczne. Mimo stosowania wielu leków alergia ciągle powracała. Zanim udałam się do dermatologa, lekarz ogólny przepisał mi leki przeciwalergiczne i antybiotyk o rozszerzonym spektrum działania. W trakcie zażywania leków objawy nie ustępowały, wręcz przeciwnie - z dnia na dzień było coraz gorzej. Po tygodniu brania leków postanowiłam bardziej zaufać Bogu. Do tamtej pory nie miałam odwagi prosić o uzdrowienie. Wychodziłam z założenia, że inni cierpią bardziej niż ja, że bardziej potrzebują pomocy. Pomyślałam, że jeśli wolą Boga nie jest, bym wyzdrowiała, to może chociaż wymodlę sobie dar pokornego znoszenia dolegliwości. Wtedy mama poleciła mi nowennę do św. Rity.
Z pomocą św. Rity i dzięki Bożemu Miłosierdziu każdy dzień przynosił poprawę mojej kondycji.
Tamte święta zapamiętam jako czas próby i wielkiej łaski, którą mnie Pan obdarzył. Chwała Mu! I Tobie, najdroższa św. Rito!
To jednak nie koniec łask, jakie św. Rita dla mnie wyprosiła. W przedostatnim dniu nowenny zadzwonił mój chłopak. Okazało się, że moja nowenna zawieruszyła się wśród jego rzeczy i zabrał ją ze sobą. Bardzo się zasmuciłam, ponieważ dalej chciałam ją odmawiać. Nic jednak nie dzieje się bez przyczyny. Okazało się, że to on dokończył nowennę, a potem sam zaczął ją odmawiać od początku. To duże osiągnięcie, gdyż jemu jest bardzo potrzebny dar modlitwy. Nigdy nie klękał do wspólnej modlitwy razem z rodziną, dopiero się tego uczy. Myślę, że lepszego Nauczyciela niż św. Rita nie mogłam dla niego wymodlić.
Święta Rito, raz jeszcze za wszystko Ci dziękuję, także za odnowienie we mnie chęci modlitwy do Świętych Bożych. Obiecuję, że będę się przyczyniać do szerzenia Twojego kultu. Przy każdej okazji własnym świadectwem będę potwierdzać wielka moc modlitwy do Ciebie.
Pragnę także złożyć serdeczne życzenia Siostrom Augustiankom. Niech Łaska Pana zawsze będzie z Wami! Zostańcie z Bogiem.

Marta

7/ listopad 2004

Drogie Siostry!

Chciałam się z wami podzielić łaskami, które ja i moja rodzina otrzymujemy za wstawiennictwem św. Rity.
Świętą Ritę poznałam w szczególnych okolicznościach, w czasie bardzo trudnym dla mojej rodziny. Razem z mężem od dawna pracujemy w tym samym miejscu. Mieszkamy z córką w służbowym mieszkaniu, podobnie jak wiele innych rodzin. Od naszej pracy zależą nie tylko zarobki, ale też nasz byt. Kilka lat temu dyrekcja zarządziła reformy, które w konsekwencji prowadziłyby do licznych zwolnień. Pracownicy robili wszystko, aby plany nie zostały zrealizowane: pisaliśmy podania, petycje - bezskutecznie. Decyzje miały zapaść lada dzień.
W tym samym czasie moje córka miała przystępować do sakramentu bierzmowania. W związku z tym musiała sobie wybrać patrona. Bardzo chciała, żeby to było wyjątkowa postać. W dzień bierzmowania pojechałam do księgarni i kupiłam książkę o patronce, którą córka sobie wybrała - była to św. Rita. Wtedy się dowiedziałam, że jest to orędowniczka w sprawach trudnych i po ludzku niemożliwych do załatwienia. Taka właśnie, była nasza sytuacja. Odczytałam to jako znak. Zaczęliśmy się wspólnie modlić do św. Rity. Powierzyliśmy jej wszystko. Za kilka dni dowiedzieliśmy się, że planowane reformy naszego miejsca pracy nie zostaną przeprowadzone. Od tego czasu wszystkie trudne sprawy powierzamy wstawiennictwu św. Rity.
O św. Ricie dowiedzieliśmy się w cudowny sposób, obiecałam, że będę się dzielić z innymi tym, czego doświadczyłam. Powierzam jej moje problemy. Wszystkie sprawy w życiu są trudne, a bez Boga nic nie możemy zrobić.
Przepraszam, że tak się rozpisałam. Proszę Was, Siostry, o modlitwę w intencji mojej rodziny, przyjaciół, a także naszych nieprzyjaciół.

Anna

8/ grudzień 2004

Szczęść Boże

Piszę ten list, ponieważ pragnę podziękować za wstawiennictwo św. Rity. W mojej rodzinie często wybuchały kłótnie o absurdalne rzeczy. Awantury miały miejsce nawet codziennie. Zaczęłam wówczas odmawiać nowennę do św. Rity o zgodę w rodzinie. Teraz kłótni jest mniej, staramy się być wobec siebie bardziej wyrozumiali. Wierzę, że to również zasługa św. Rity. Jeszcze nie jest całkiem dobrze, wierzę jednak, że z czasem wszystko się ułoży i zapanuje wśród nas zgoda.
Dziękuję za wszystkie łaski otrzymane za wstawiennictwem św. Rity i proszę ją o dalszą opiekę.

Joanna z Rzeszowa

9/ maj 2005

Drogie Siostry!

Pragnę powiadomić Zgromadzenie Sióstr Augustianek o łasce, jakiej doznała moja córka za pośrednictwem św. Rity.
W 2004 r. moja starsza córka zwróciła się do mnie z prośbą, abym modliła się za nią szczególnie, ponieważ nie chce pracować w dotychczasowej firmie ze względu na nieuczciwości, jakich się tam dopuszczono. Postanowiła starać się o pracę w ogromnym, renomowanym koncernie, a jednocześnie wiedziała, że ma na to bardzo małą szansę ze względu na brak doświadczenia. Poleciłam córkę i jej sprawę św. Ricie. Odmawiałam nowennę, litanię i modlitwę do św. Rity przez około trzy miesiące. Córka otrzymała inne oferty pracy, ale kiedy miała przyjąć jedną z nich, niespodziewanie otrzymała propozycję z koncernu, w którym tak bardzo chciała pracować. Zrozumiałyśmy obie, że było to wyraźne wstawiennictwo św. Rity.

Małgorzata z Łodzi

10/ wrzesień 2007

Szczęść Boże

Przed laty w moim rodzinnym domu wydarzył się tragiczny wypadek, w którym ucierpiał dziewięciomiesięczny syn mojego brata, Adrian. Jego stan był bardzo ciężki. Lekarze stwierdzili, że chłopczyk nie przeżyje lub będzie upośledzony. Nie mogliśmy się z tym pogodzić. Jako osoba wierząca poleciłam Adriana Matce Bożej, do której modliłam się codziennie na różańcu. Poleciłam go także św. Ricie, o której wówczas nic nie wiedziałam. Miałam tylko obrazek z jej wizerunkiem podarowany przez koleżankę. Modliłam się więc do niej. Długo czekaliśmy na dobre wieści. Poprawy niestety nie było. W końcu nastąpił kryzys. Brat zadzwonił ze szpitala i powiedział, że Adrian umiera. Wtedy przedstawiłam Panu Bogu propozycję układu: jeśli chłopiec wyzdrowieje, to będzie dla mnie znak, że mam iść do zakonu. Po kilku miesiącach Adrian, ku radości nas wszystkich, wrócił do domu. Lekarze nie mogli uwierzyć w jego wyzdrowienie, gdyż wcześniej przekreślili jego szansę na przeżycie.
Po tych wydarzeniach zaczęłam pracować społecznie, między innymi jako wolontariuszka w hospicjum. Zetknęłam się tam ze śmiercią dzieci, z bólem ich najbliższych. Wobec tak wielkiego cierpienia mogłam jedynie z nimi być, wysłuchać ich i przytulić. Osoby, które straciły dziecko, potrzebowały wypłakać się w czyichś ramionach, wykrzyczeć własny ból. Co ja czułam? Straszną rozpacz, serce chciało krzyczeć, że to nic jest sprawiedliwe. Nie ukrywałam łez, które zdarzały mi się często. Odczuwałam też wielką bezradność, że nic nie mogę zrobić.
Tak wchodziłam w dorosłe życie. Nurtowało mnie wówczas wiele pytań i nie rozumiałam, dlaczego chore dzieci z hospicjum tak szybko umierają. Czy już teraz rozumiem? Nic. Jednak po tych doświadczeniach mam inny stosunek do cierpienia i śmierci, choć wciąż są dla mnie niepojęte... Do dzisiaj jestem wdzięczna Bogu za to, że postawił mnie w tym miejscu, pośród chorych i umierających ludzi.
Do Zgromadzenia Sióstr Augustianek trafiłam w dość zabawny sposób. Będąc w Ostrowie Mazowieckim, zobaczyłam na ulicy siostrę zakonną, której strój spodobał mi się. Nie byłam sama, więc nie ośmieliłam się do niej podejść, by zapytać, z jakiego jest zgromadzenia. Później odnalazłam w „Leksykonie zakonów" zdjęcie siostry w takim samym habicie. Gdy przeczytałam informacje na temat zakonu, pomyślałam, że to chyba jest to, czego szukam. A kiedy po raz pierwszy, na zaproszenie sióstr, przyjechałam do klasztoru i zobaczyłam wizerunek św. Rity, odebrałam go jako znak od Boga, utwierdzający mnie w moim wyborze. Od roku jestem postulantką.
Wiem z pewnością, że wypadek Adriana i praca w hospicjum przyczyniły się do tego, że jestem w tym zgromadzeniu, a św. Rita czuwa nad moim powołaniem.

Julia, postulantką